środa, 14 października 2015

Rozdział XI



„Kiedy powiem sobie dość
A ja wiem, że to już niedługo
Kiedy odejść zechcę stąd
Wtedy wiem, że oczy mi nie mrugną, nie
Odejdę cicho, bo tak chcę
I ja wiem, że będę wtedy sama
Nikt nawet nie obejrzy się
I ja wiem, że będzie wtedy cicho
I tylko w Twoje oczy spojrzę
Tę jedną prawdę będę chciała znać
Nim sama zgasnę, sama zniknę
Usłyszę w końcu to, co chcę”
- O.N.A. „Kiedy powiem sobie dość”

- Co cię sprowadza o tej porze, Michael? – w końcu odezwał się Stefan.
- Chciałem cię o coś zapytać, a raczej poprosić. – rzekł trochę zmieszany. Było mu niezręcznie.
- Pewnie,  wejdź, a nie stoisz na dworze. – uśmiechnął się przyjaźnie, a następnie oboje przenieśli się do przedpokoju, dziewczyna dalej stała przy schodach zupełnie osłupiała. – To jaką miałeś prośbę? – dodał.
- Wróciłem do mieszkania i okazało się, iż w całym moim pionie jest awaria. Sąsiadowi wczoraj pękła rura, a naprawa potrwa aż tydzień, spakowałem się i pomyślałem… - czuł się skrępowany. – Mógłbym się u ciebie zatrzymać przez ten czas? Wiem, nie powinienem nawet prosić, poszedłbym do Juliette, ale akurat teraz zwaliła jej się na głowę rodzina. Zrozumiem jeśli odmówisz, wtedy musiałbym… - Kraft popatrzył na niego, kręcąc głową. Przerwał mu.
- Wystarczy. Oczywiście, że możesz się u mnie zatrzymać, przecież jesteś moim przyjacielem. – poklepał go po ramieniu.
- Dzięki. – przyjacielsko go uścisnął.
- To teraz będę miał już dwójkę gości. – zaśmiał się. - Chodź Michi na górę, przygotuję ci pokój. Ines idziesz z nami? – dziewczyna drgnęła.
- Nie, pójdę po coś do picia. – Stefan skinął głową, a ona w pośpiechu mijając blondyna udała się do dużego pomieszczenia.
Oparła się o blat kuchenny. Wszystkie złe emocje zaczęły w niej buzować. Powstawała jakaś mieszanka. W każdej chwili mogła wybuchnąć. Miała wszystkiego dość. Zastanawiała się czy ta awaria to pretekst, czy prawda. Miała mętlik. Wszyscy mamy takie momenty, że najchętniej zamknęlibyśmy się gdzieś i nie wychodzili, dopóki wszystko się nie ułoży. Po kilku minutach ochłonęła i postanowiła wziąć prysznic. Wchodząc ujrzała zapalone światło, znaczyło to, że ktoś ją ubiegł. Udała się do swojego lokum i niemal oniemiała. Koło okna stał blondyn i bacznie patrzył w jej stronę.
- Nie pomyliły ci się czasem pokoje? – wysyczała.
- Wiem, iż nie jest to dla ciebie komfortowa sytuacja, zresztą dla mnie również nie. – poruszyła palcami u dłoni. – Nie denerwuj się, przecież nic ci nie zrobię.
- Skąd wiesz, że się denerwuję? – uniosła brew.
- Też mam taki nawyk. – wzruszył ramionami. Nie pojmowała czemu w pewnych aspektach są tak cholernie podobni do siebie.
- Po co tu przyszedłeś? Chyba nie po to, żeby stwierdzić, że mamy te same przyzwyczajenia. – prychnęła.
- Chciałem poprosić żebyśmy udawali przed Stefanem i przy nim powstrzymywali się przed docinkami. To go zrani, a on na to nie zasługuje. – przytaknęła, miał rację.
- Coś jeszcze? – zirytowana założyła ręce na piersi.
- Nie, już idę. – odparł po czym podszedł do drzwi. – A tak właściwie… - przystanął kilka centymetrów od niej, czuła jego oddech na swojej skórze. Spojrzał jej głęboko w oczy. – Przystań taka być.
- Niby jaka? – nie wiedziała co chłopak ma na myśli, była zdezorientowana.
- Oschła i zimna. Nie jesteś taka. – już miała coś powiedzieć, ale on wyszedł. Tak po prostu. 

*  *  *  *  *  *  *  *  *  *
Następnego dnia obudziły ją krople deszczu, które dudniły w parapet. Zapowiadał się pochmurny i deszczowy dzień. Z trudem zwlekła się z łóżka. Zaczęła wykonywać poranne czynności. Kiedy zamieniła koszulkę nocną na rurki i bluzkę zeszła na dół. Zobaczyła chłopaków, którzy siedzieli przy stole i zajadali się kanapkami.
- Cześć Ines, siadaj. – rzekł Stefan przełykając ostatni kęs i poklepał miejsce obok siebie. Dziewczyna usiadła, równo naprzeciw Michaela. – Jedz śmiało. – uniósł kąciki ust. – Mam nadzieję, że oboje popołudniu mi w czymś pomożecie. – popatrzył na nich.
- W czym? – zagadnął blondyn.
- Jutro urządzam imprezę, przecież wiecie. – skinęli głowami. – Trzeba jechać po zakupy, mogę na was liczyć?
- Oczywiście. – Michael szeroko się uśmiechnął. – Nawet nie musisz pytać. – pokręcił głową. Kraft spojrzał na dziewczynę. – Och, Ines też na pewno się zgadza, będzie się ogromnie cieszyć. – zmroziła blondyna wzrokiem.
- To ustalone, po obiedzie wyruszamy na wielkie zakupy. – włożył po sobie naczynia do zmywarki i udał się na górę.
A oni znowu zostali sami. Michi mógł oczywiście iść, przecież również skończył swoje śniadanie, lecz był na tyle uparty, że z grobową miną wpatrywał się w sylwetkę naprzeciwko siebie. Miała ochotę coś powiedzieć, ale oszczędziła sobie. Nie chciała zaczynać dnia od kłótni. Skończyła swoją porcję, a potem spojrzała na chłopaka.
- Czemu się mi tak bacznie przyglądasz? – spytała wprost. Nic nie odpowiedział. – Jestem gdzieś brudna?
- Może. – wzruszył ramionami.
- Gdzie? – zaczęła przejeżdżać po buzi swoim palcem.
- Pod nosem masz pestkę z pomidora. – zaśmiał się. Już miała wytrzeć tamto miejsce. – Poczekaj! – powstrzymał ją. Nie wiedziała dlaczego, ale posłuchała go. Michael nagle wstał i zajął miejsce koło niej.
- Dokładnie tutaj się ubrudziłaś. – uniósł kciuka i powoli dotknął jej skóry. Zadrżała. Mimowolnie. Nie chciała tego. Była na siebie cholernie zła za ten odruch. Dlaczego jej ciało tak zareagowało? Blondyn jeszcze kilka razy przetarł tamto miejsce, a potem nagle wstał. – Jednak potrafisz być delikatna i taka.. – szukał odpowiedniego słowa. – Subtelna. – skierował się do wyjścia z pomieszczenia, ale odwrócił głowę. – Wcale nie byłaś brudna. – puścił jej oczko.
Osłupiała. Nie wiedziała co ma sądzić o tym, co wydarzyło się raptem kilka chwil temu. Na myśl nasuwało jej się jedno stwierdzenie. Zaczął się bawić. Zaczął się bawić nią oraz jej uczuciami, które nadal były całkowicie rozbieżne i każdego dnia inne.

*  *  *  *  *  *  *  *  *  *
Hej! 
Dziś oddaję Wam kolejny rozdział, mam nadzieję, że się spodoba chociaż trochę :)
Ponad 10 000 wyświetleń stało się faktem. Dziękuję! 
Nie wiem jak Wy, ale ja już nie mogę doczekać się listopada i pierwszego konkursu PŚ!
Bez zbędnych przedłużań klasycznie do kolejnego ;)
Buziaki ;**

czwartek, 8 października 2015

* Skoczne Opowiadanie Wakacji *

Wiem, że ten post powinien się pojawić wcześniej. Przepraszam za to, ale w weekend mnie nie było, teraz musiałam nadrabiać zaległości w szkole. Przez to wszystko zaniedbałam Wasze blogi :( Obiecuję, jutro wszystko nadrobię!

A teraz przejdźmy do konkretów:
* Dziękuję Paula Ss, bo to Ty mnie nominowałaś.
* Dziękuję wszystkim, którzy oddali głos w tym konkursie na mój blog.
* Dziękuję wszystkim, którzy są ze mną. Komentują, czytają.
* Dziękuję wszystkim, dzięki którym ten blog istnieje i działa sprawnie.

Gdyby nie Wy - czytelnicy, nigdy dalsze publikacje by się nie pojawiały, a wiadomość, iż to co piszę komuś się podoba to niesamowite uczucie. Zakładając bloga w lipcu nigdy nie sądziłam, że po 3 miesiącach będzie prawie 10 tysięcy wyświetleń.

Ta wygrana dedykowana jest w całości Wam!

Jeszcze raz: DZIĘKUJĘ!

środa, 30 września 2015

Rozdział X



„Mocą dobrych wspomnień znów
oddycham, to jest mój dzień, dlatego biorę wolne od życia.
Ku chwale spontaniczności
łapie chwilę nie ufając przyszłości.”

- Kamil Bednarek feat. Staff „Chwile jak te” 


Przyszłość, czyli jedna z największych tajemnic. To błahe stwierdzenie, ale przecież nie wiemy co będzie za rok, tydzień, a nawet jutro. Możemy mieć plany, możemy gdybać co będzie, ale czy naprawdę możemy przewidzieć to wszystko co stanie się w naszym życiu? Często tego, co przychodzi, zupełnie się nie spodziewamy. To spada na nas jak kubeł zimnej wody. Ta tajemnica jest jednak najpiękniejsza. Nasza niepewność, czasem lęk przed kolejnym dniem. A gdybyśmy dostali możliwość przeczytania książki, która opisuje nasze życie od początku do samego końca, otworzylibyśmy ją i tak po prostu zagłębiali się w szczegóły? Zdania zapewne byłyby podzielone. Jedni powiedzieliby ‘tak’. W ten sposób wiedzieliby kiedy umrą, jakie cele w jakim czasie trzeba zrealizować, mieliby świadomość tego co ich czeka. Inni odłożyliby książkę na bok i czekaliby na swój bieg wydarzeń.  Jednak w życiu nie mamy takich opcji i wszyscy musimy cierpliwie wyczekiwać na to co przyniosą kolejne dni.

*  *  *  *  *  *  *  *  *  *
Stała pod hotelem, który ostatni raz widziała raptem parę dni temu. Nie czekała długo. Po kilku minutach dostrzegła wychodzących skoczków wraz z całą kadrą trenerską. Mimowolnie jej kąciki ust powędrowały ku górze, kiedy zobaczyła uśmiechniętego od ucha do ucha Stefana, pewnie kroczącego w jej stronę.
- Jednak przyszłaś. – cmoknął w policzek Ines, a następnie lekko się do niej przytulił.
- Przecież obiecałam. – szepnęła mu na ucho. W tym czasie do nich podeszli inni zawodnicy. Widziała go, stał z tyłu, zupełnie przygaszony.
Przywitała się ze wszystkimi oczywiście omijając jedną osobę. Kraft wziął jej walizkę i wpakował do wielkiego busa. Potem pokierował ją na miejsce, na którym miała usiąść, oczywiście koło niego.
- Nie siedzisz koło swojego przyjaciela? – zwróciła się w stronę chłopaka. Pokręcił głową.
- Jesteś moim gościem, a on przebywa ze mną praktycznie bez przerwy. – odpowiedział zupełnie naturalnie.
- Może teraz coś więcej opowiesz mi o sobie? – zagadnęła, a on na znak zgody kiwnął głową. Zaczęli dość długą rozmowę.

*  *  *  *  *  *  *  *  *  *
Dojechali na miejsce. Kierowca zawiózł wszystkich pod skocznię, stamtąd powoli zaczęli się rozchodzić. Oczywiście Stefan zaczął przypominać kolegą, iż są zaproszeni na imprezę. Ines rozejrzała się naokoło. Ostatni raz była tu pięć lat temu, u swojej cioci.  Musiała przyznać, że Innsbruck to piękne miasto, niesamowicie klimatyczne. Oświetlona skocznia, nadawała chyba najwięcej uroku okolicy. Z rozmyślań wyrwał ją Stefan, który oznajmił, iż muszą już iść.
Jak się okazało nie szli długo. Zdziwiła się, gdy ujrzała jednorodzinny dom.
- Stefan, ty tu mieszkasz? – jakby szerzej otworzyła oczy.
- A dlaczego miałbym tu nie mieszkać? – chłopak podniósł brew. – To dom po moim wujku, który niestety ale wyjechał. – wzruszył ramionami, a następnie sięgnął po klucze do bramy. Szybkim ruchem ją otworzył, tak jak potem drzwi wejściowe. – Chodź, pokażę ci twój pokój.
Powoli poszła za nim na górę, po krętych schodach. Jej oczom ukazało się dość duże pomieszczenie urządzone bardzo nowocześnie.
- Idę do sklepu obok po coś do jedzenia, żebyśmy nie umarli z głodu. – zaśmiał się. – Możesz się rozejrzeć , nie krępuj się.
Postanowiła się trochę rozpakować. Wypakowała najpotrzebniejsze rzeczy i poukładała je. Wyszła ze swojego tymczasowego lokum. Zaczęła błądzić wzrokiem po pomieszczeniach, oczywiście tych które były otwarte. Koło jej pokoju znajdował się jeszcze jeden, jak się domyśliła również gościnny. Naprzeciw była sypialnia Stefana, tam nie zaglądała. Na korytarzu znajdowała się także łazienka. Zeszła na dół. Koło schodów rozprzestrzeniał się ogromny salon z wyjściem na taras. Po drugiej stronie umiejscowiona była kuchnia oraz mniejsza toaleta.
Usiadła na kanapie, wcześniej włączając telewizor. Zaczęła szukać jakiegoś ciekawego programu. Po chwili usłyszała dźwięk przekręcającego zamka. Od razu poderwała się z miejsca i pognała w stronę chłopaka.
- Pomogę ci. – oznajmiła, po czym chciała wziąć jedną z toreb.
- Nie wygłupiaj się, jesteś gościem. – uśmiechnął się.
- Ale to żaden kłopot. Nie daj się prosić. – niechętnie, ale oddał jej siatkę, wypełnioną różnymi produktami.
- Jesteś bardzo uparta, zupełnie jak Michael. – Ines zrobiła groźną minę. – Stwierdzam tylko fakty. – wzruszył ramionami.
- W moim odczuciu to niezbyt dobre porównanie. – wzięła usta w wąską linię.
Zabrali się za rozpakowywanie, a  potem zrobili małą kolację. Czuli się dobrze w swoim towarzystwie, jednak zmęczenie dawało o sobie znać. Niby byli przyzwyczajeni, ale jednak kilka godzin w podróży jest czymś wyczerpującym. Mieli się udać na górę, kiedy nagle dziewczyna przystanęła.
- Przepraszam. – powiedziała i odwróciła się w stronę chłopaka. Popatrzył na nią.
- Za co? – ponownie uniósł brew.
- Za to pytanie przed domem, było bez sensu i tak samo beznadziejnie brzmiało. – spuściła głowę na dół.
- Ines, nic się nie stało. – delikatnie uniósł palcami jej podbródek, jednak ona nie odwróciła wzroku w jego stronę. – Popatrz na mnie. – po tych słowach niechętnie, ale przeniosła swój wzrok na piękne tęczówki chłopaka. – Nic się nie stało. Naprawdę. Jeżeli myślisz, że mnie to uraziło, nie martw się. Nie jestem człowiekiem, który obraża się o byle co. – wypowiedział powoli i dokładnie każde słowo.
- Bo ty jesteś wyjątkowym człowiekiem, Stefan. – oboje w tym samym czasie uśmiechnęli się. Do końca nie wiadomo kto zaczął, ale zaczęli niebezpiecznie zbliżać do siebie swoje twarze. Ich usta dzieliło tylko kilka centymetrów. Niewiele, ale jednak. Nagle oboje podskoczyli , ponieważ do ich uszu dobiegł dźwięk dzwonka.
- Ktoś ma niesamowite wyczucie czasu. – potrząsnął głową. Pójdę otworzyć. – zwrócił się w stronę dziewczyny, na co ta przytaknęła głową. Miała doskonały widok na mały hol.
Kraft powolnym ruchem podszedł w stronę drzwi. Spojrzał przez wizjer, a potem na Ines. Przekręcił zamek.
- Cześć. – początkowo myślała, że ma jakieś omamy, ale kiedy usłyszała jego głos była całkowicie pewna, iż nie są to żadne zaburzenia. Kilka metrów od niej stał blondyn. Panował półmrok, mimo to Michael odnalazł wzrokiem dziewczynę. Chwilę patrzyli na siebie. Oboje z takimi samymi emocjami.

*  *  *  *  *  *  *  *  *  * 
Hej Kochane!
Dziś mały jubileusz, już 10 :) 
Mamy ostatni dzień września, bardzo się z tego cieszę, gdyż to mój najbardziej znienawidzony miesiąc ;)
Jest jeszcze ważna sprawa, w ten weekend prawdopodobnie mnie nie będzie, dlatego Wasze blogi odwiedzę po niedzieli.
Tak jak pisałam pod tamtym rozdziałem, publikacje będą co 2 tygodnie :)
Piszcie co sądzicie o tym czymś na górze.
Do kolejnego!
Buziaki ;**

środa, 16 września 2015

Rozdział IX



„Na zakręcie jestem życia,
taki przyszedł czas.
,,Jutro też jest dzień''
- tak pociesza każdy mnie.
Mówią: ,,Nie daj się,
trzeba dzielnie trzymać się!
Trzeba zacząć od początku,
trzeba zamknąć drzwi!"
- Ewa Farna „Bez łez”

Patrzyła cały czas na blondyna. Przecież on miał się nie dowiedzieć. A już na pewno nie teraz. Dlaczego zawsze cholerne życie w najmniej oczekiwanym momencie musi dać nam w twarz?
- Odpowiesz!? – jego głos z niepewnego, przerodził się w podniosły.
- Nie krzycz na nią! – Markus w ułamku sekundy podszedł do Ines i objął ją ramieniem. – Co tu jeszcze robisz? Wynoś się. – wysyczał w stronę Michaela.
- Wydaję mi się, że to nie z tobą rozmawiam. – odpowiedział mu w sposób równie nieprzyjemny.
- No pewnie! Nigdy ze mną nie rozmawiałeś. Nawet po tym. – znów miał przed oczami dawną sytuację. – Jesteś zwykłym dupkiem, Michael! Dupkiem bez honoru. Nawet nie masz krztyny odwagi, by powiedzieć głupie ‘przepraszam’, które i tak by nic nie zmieniło, ale przynajmniej uratowałoby część twojego człowieczeństwa! – wykrzyczał. Zastał zupełną ciszę. – Odwaga, to chyba również obce ci słowo. – prychnął. - Wiesz, żałuję. Żałuję, że wtedy nasza ciotka zabrała nas do siebie, do Innsbrucka na całe sześć miesięcy! Inaczej moja siostra nigdy by cię nie poznała! Inaczej byłoby jej lżej! Lżej bez ciebie! – targały nim niewyobrażalne emocje. Ines cały czas stała i wsłuchiwała się w każde słowo. Zastanawiała się, czy Markus dobrze mu wygarnął. W głowie cały czas z jednej strony słyszała ‘tak’, z drugiej ‘nie’. Była rozerwana od środka. Blondyn ostatni raz tępo popatrzył się na dziewczynę, po czym wyszedł.
*  *  *  *  *  *  *  *  *  *
Nie wiedział, co ze sobą zrobić. Nie obchodził go nawet fakt, że przez totalnie zepsuty skok stracił szansę na trzecie miejsce w ogólnej klasyfikacji letniego cyklu. To było teraz mniej ważne. Cały czas słyszał słowa Niemca ‘Lżej bez ciebie’. Czemu to musiało tak cholernie boleć? Trzy słowa, a potrafiły dogłębnie uderzyć. Jak się wtedy czuł? Nie do końca mógł to określić. Najgorsze, w tym wszystkim było to, iż nie zareagowała. Czyżby myślała tak samo? Sam nigdy by tego nie powiedział. Nie żałował, że kiedyś ją poznał.
Od paru godzin leżał na hotelowym łóżku. Usłyszał hurgotanie drzwi, a zaraz potem Stefana stojącego nad nim, w rękach trzymał dwa puchary. Jeden za konkurs, drugi za całokształt.
- Michael, co się z tobą dzieje? – zapytał z wielką troską, kładąc przedmioty na szafce.
- Gratuluję. – lekko się uśmiechnął, lekceważąc pytanie przyjaciela.
- Myślisz, że unikanie odpowiedzi coś zmieni. – pokręcił głową. – Co się stało? – przysiadł na krawędzi łóżka.
- Nic takiego, Stefan. Gorszy dzień. – kłamstwo. Pierwszy raz od niepamiętnego czasu go okłamał.
- Jakoś rano wszystko było w porządku. – ciągnął dalej.
- Po prostu gorzej się poczułem, rozbolała mnie głowa. – kolejne fałszywe zdanie.
- Może pójdziesz do naszego lekarza? – martwił się.
- Nie, Krafti. Nie trzeba. Już jest lepiej. – uśmiechnął się lekko, żeby wyglądało wiarygodnie.
- Mam nadzieję. Nie przejmuj się, niedługo wyjeżdżamy, a potem urządzam imprezę. Oczywiście jesteś zaproszony. – poklepał go po ramieniu.
- Dzięki, tego mi chyba trzeba. Kompletnie się opić. – pokręcił głową.
- Nawet nie wiesz, kto z nami jedzie. – znów posłał uśmiech przyjacielowi.
- Znając ciebie, można spodziewać się wszystkiego. Co to za gość? – był ciekawy.
- To dziewczyna. – miał nadzieję, że się domyśli.
- Ładna? – pierwsze co przyszło mu do głowy. Nie usłyszał odpowiedzi. – A kojarzę ją chociaż? – dodał po chwili.
- Raczej tak. – trzymał go w napięciu.
- A więc, kto to? –wyczekiwał konkretu.
- Ines. – powiedział wesoło, na co blondyn prawie zachłysnął się swoją śliną. Po dzisiejszej sytuacji, nie wiedział, czy dalej chce ją widzieć. Natłok myśli powrócił.
*  *  *  *  *  *  *  *  *  *
Po tym wszystkim zastanawiała się, czy dalej chce pojechać do Austrii. Obiecała Stefanowi, doskonale to wiedziała, ale z drugiej strony był on. Wiadome było, iż na imprezie się pojawi. Najlepszy przyjaciel Krafta. Rozważyła wszystkie ‘za’ i ‘przeciw’. Podjęła decyzję. Pojedzie. Inaczej być może zachowałaby się jak tchórz. A to kompletnie do niej nie podobne.
- Markus, jadę do Innsbrucka. – wypaliła po chwili.
- Przecież każdy to wie, Ines. – odparł naturalnie.
- Ale jak to? – jej źrenice się powiększyły.
- Skoro jesteś częścią ekipy, to chyba oczywiście, że jedziesz tam z nami. – wzruszył ramionami. Już wiedziała o co chodzi bratu, lecz kompletnie o tym zapomniała. Miała chęć popukać się w czoło.
- Ja jadę za trzy dni. – brat popatrzył na nią. – Z ekipą Austrii. Stefan z okazji drugiego miejsca urządza imprezę, zaprosił mnie, a ja się zgodziłam. – kontynuowała cicho.
- Będziesz tam razem z nim. Wiesz, na co się piszesz? – czekał na jej odpowiedź.
- Jadę tam przede wszystkim ze względu na Stefana. – powiedziała dobitnie.
- A on? Przecież tam będzie. – warknął.
- Markus, proszę cię, nie jestem małą dziewczynką. Poza tym nie mów do mnie tym tonem! – przy ostatnim zdaniu trochę podniosła głos.
- Przepraszam, ale mam nadzieję, że wiesz co robisz. – podszedł do siostry.
- Wiem. – skinęła głową i przytuliła się do brata.
Wiedziała, że ten tydzień w Austrii nie będzie nudny. Przeczuwała, że sporo zmieni w jej życiu. Jednak na wiedziała, czy te zmiany wyjdą jej na lepsze, czy gorsze.
*  *  *  *  *  *  *  *  *  *
Hej Kochane!
Oddaję Wam dziewiąty rozdział, powiem iż nawet mi się on podoba. 
Dziękuję za to, że pomimo okresu szkoły jesteście na blogu, komentujecie, czytacie! Witam również nowe czytelniczki! 
Przepraszam, że zaniedbałam Was, jest mi strasznie głupio, ale obiecuję poprawę. Wszystkie rozdziały czytam na bieżąco, ale wybaczcie mi komentowanie. Po tej publikacji postaram się nadrobić, a jeżeli nie dotrę zrobię to w piątek :)
Od tej chwili rozdziały będą dodawane co 2 tygodnie.
Tradycyjnie piszcie co sądzicie i do następnego!
Buziaki ;**

środa, 9 września 2015

Rozdział VIII



„A teraz Ty rzucasz karty na stół.
Świat należy do Ciebie tylko teraz i tu!
A może ja też przestanę się bać,
Wszystko będzie łatwiejsze, chwytaj szansę i walcz, jeszcze raz!”
- Liber & Natalia Szroeder  „Teraz Ty”

Wewnętrzne uczucia, to coś z czym nigdy nie możemy sobie poradzić. Cóż, tak już jest, iż nie jesteśmy w stanie nad nimi panować. Większość mówi siła wyższa. Być może. Teorie są różne. Ile to razy nie możemy pozbyć się śladu po nieszczęśliwej miłości, fałszywej przyjaźni ,czy cholernie podłym otoczeniu. W tym wszystkim jednak najgorszym faktem jest to, iż po czymś nieprzyjemnym nie możemy przestać o tym myśleć. Nie wiemy co zrobić. Próbujemy się od wszystkiego odcinać, a to największy błąd. Będąc samemu ze swoimi problemami można zwariować, popaść w depresję. Najlepiej zawsze jest mieć przy sobie kogoś, komu w stu procentach ufamy, kto wysłucha wszystkich naszych rozterek, czasem pocieszy albo zmotywuje. Nieważne czy to członek rodziny, czy ktoś teoretycznie obcy. Ważne, by umiał słuchać. Ze swoimi uczuciami nie warto igrać. Można ich posłuchać, bądź pójść kompletnie w inną stronę. Tak naprawdę każdy z nas w głębi siebie zna swoją receptę. Trzeba tylko dogłębnie jej poszukać.
*  *  *  *  *  *  *  *  *  *
Klingenthal, czyli ostatnie miejsce, w którym zaplanowano tegoroczne zawody LGP. W niemieckiej ekipie każdy zaczął denerwować się podwójnie. Gospodarze. Swoja skocznia. Swoja widownia. A wiadomo, im więcej chcesz, tym bardziej nie wychodzi. Każdy powiedziałby, że trzeba się odciąć, nie myśleć o tym. A gdyby wszystko było takie proste, świat byłby o wiele mniej skomplikowany.
Szła w stronę hotelu. Jak zawsze musiała czegoś zapomnieć. Nagle usłyszała, że ktoś zaczął wołać jej imię. Odwróciła się, a jej oczom ukazał się zdyszany Stefan.
- Dziewczyno, jak ty szybko chodzisz. – stanął koło niej, łapiąc kolejny oddech.
- Och, nie przesadzaj. Całkiem normalnie. – uniosła kąciki ust. – A tak w ogóle to po co mnie wołałeś?
- Chciałem złożyć ci pewną propozycję. – popatrzył w jej oczy.
- Mam się bać? – zaśmiała się promiennie.
- Oczywiście, że nie. Przy mnie nic ci nie grozi. – pokazał swoje bielutkie ząbki.
- W takim razie słucham. – założyła ręce na piersi i bacznie zaczęła przyglądać się chłopakowi.
- Wiem, że mało się znamy, dlatego chciałbym to nadrobić. Po tych zawodach szykuję imprezę. Wiesz, będzie co oblewać. W końcu drugie miejsce w całym cyklu, to całkiem dobry rezultat. Wczoraj pomyślałem, iż mogłabyś jechać z nami, a potem ze swoją ekipą wrócić. Z tego co wiem za tydzień przyjeżdżają trenować do Innsbrucka. – powiedział zupełnie naturalnie.
- Naprawdę dziękuję, że o mnie pomyślałeś, ale…. – nie dokończyła zdania.
- Nie ma żadnego ale. Będziemy tu jeszcze trzy dni, więc spokojnie zdążysz jechać do domu i się spakować. Zapewniam ci dach nad głową. Do tego akurat cały tydzień masz wolny. To jak? – popatrzył na nią w taki sposób, iż tylko osoba pozbawiona uczuć mogłaby mu odmówić.
- Niech ci będzie, ale to najbardziej pokręcony pomysł, jaki kiedykolwiek słyszałam. – pokręciła głową.
- Zawsze musi być ten pierwszy raz. – puścił jej oczko. – Zdzwonimy się jeszcze.  Mam numer, nie bój się. – uśmiechnął się.
- Ale skąd? – spytała zdezorientowana.
- Wellinger to straszna papla. – wzruszył ramionami. – Trzymaj kciuki podczas konkursu. – krzyknął na pożegnanie.
*  *  *  *  *  *  *  *  *  *
Od rana nie mógł znaleźć sobie miejsca. Bez przerwy komuś dogryzał. Nie wiedział czym to było spowodowane. Podejrzewał dwie rzeczy: zawody lub ponowne zobaczenie jej. Uświadomił sobie jedną bardzo ważną sprawę. Być może to wszystko dzięki rozmowie z bratem. Chciał się dowiedzieć jednej, bardzo ważnej rzeczy. Dlaczego ta nieprzyjemna sytuacja  z przyszłości wpłynęła na nią tak negatywnie? Przecież jej to w ogóle nie dotyczyło. Nie znała wszystkich szczegółów. Musiał z nią porozmawiać. Być może ostatni raz, ale musiał. Wykorzystał fakt, że koledzy są gdzieś pośród fanów i rozdają autografy. Poszedł prosto do domku niemieckiej ekipy. Niepewnie uchylił drzwi. Było całkowicie pusto. Postanowił zaczekać, przysiadając na jednym z krzeseł, które znajdowały się pod ścianą.
*  *  *  *  *  *  *  *  *  *
Ostatni raz popatrzyła na biegających chłopaków. Lubiła na nich zerkać w trakcie rozgrzewki. Rozejrzała się na około. Zgromadziło się już pełno kibiców. Musiała przyznać, iż atmosfery na zawodach zawsze były wspaniałe. Przerwał jej Markus, który poprosił ją, żeby przyniosła mu słuchawki z drewnianego domku. Niechętnie, ale zwlekła się i poszła w stronę budynku.
Nacisnęła na klamkę, nie rozglądała się. Schyliła się do torby brata i zaczęła gmerać, szukając właściwego przedmiotu.
- Możemy porozmawiać? – momentalnie podskoczyła, przestraszyła się. Odwróciła głowę i zobaczyła siedzącego blondyna.
- Nie mamy o czym. – odpowiedziała oschle. – Nie sądzisz, że już wszystko zostało powiedziane?
- To ty zawsze mówisz, czego chcesz, a wszyscy mają się temu podporządkować! Tak nie może być Ines! Nic się nie zmieniłaś, zawsze liczyło się tylko to, co ty chcesz! – wyraźnie zaakcentował przedostatnie słowo.
- Skoro nie podoba ci się to, jaka jestem, to po co w ogóle tu przychodziłeś? Poza tym kto ci tu pozwolił wejść? – była bardzo niemiła.
- Jakbyś nie zauważyła jestem skoczkiem i mam pewne ulgi. – puścił jej oczko. – Jak po ostatnich zawodach córeczko prezesa? Swoją drogą faktycznie jesteście podobne. – zaśmiał się.
- Fascynujące, przyszedłeś tu po to, by mi to powiedzieć? – blondyn podniósł się i stanął koło niej.
- Nie, chciałem normalnie porozmawiać. Tylko wreszcie musisz mi na to pozwolić. – delikatnie dotknął jej dłoni.
- Nie dotykaj mnie! – wysyczała przez zęby.
Nagle obydwoje usłyszeli huk otwieranych drzwi. Zobaczyła sylwetkę, którą doskonale znała.
- Ines, nie mów, że tak ciężko znaleźć coś w mojej torbie. – uśmiechnął się, ale gdy tylko zobaczył chłopaka stojącego kilka metrów od niego, od razu zacisnął pięści. – Czego od niej chcesz? – krzyknął w stronę blondyna. – Poza tym nie pomyliły ci się domki? – dodał kpiąco.
- Co cię to obchodzi? Od kiedy interesujesz się życiem swoich koleżanek z ekipy? – jego ton również nie był naturalny.
- Jak możesz tutaj przychodzić? Zostaw mnie i moją siostrę w spokoju raz na zawsze! -  wykrzyczał. Mina Michaela zmieniła się diametralnie. Szok, oszołomienie, to chyba najtrafniejsze stwierdzenia. Nie mógł wypowiedzieć ani słowa.
- To jest twój brat? – spytał po chwili łamiącym głosem dziewczynę. 
*  *  *  *  *  *  *  *  *  *
Hej :)
Oddaję Wam już ósemkę, jak to szybko leci :)
Coś 'nietypowego' to spotkanie we trójkę, co myślicie? 
Przepraszam za ten rozdział, ale dokładnie nawet go nie poprawiałam, gdyż bardzo źle się czuję i jakoś nie mam pomysłów. Musicie mi wybaczyć.
Także piszcie co sądzicie.
Do następnego Kochane!
Buziaki ;**